Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Trener Paweł Dawidek o medalu córki Weroniki w MŚ juniorek: Wytrzymała presję i pokazała co potrafi [ROZMOWA]

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Snowboardzistka Weronika Dawidek 16 marca 2024 roku skończyła 18 lat i kilka dni później została wicemistrzynią świata juniorek
Snowboardzistka Weronika Dawidek 16 marca 2024 roku skończyła 18 lat i kilka dni później została wicemistrzynią świata juniorek Wojciech Matusik / Polskapress
Srebrny medal mistrzostw świata juniorek zdobyty 22 marca przez Weronikę Dawidek to największy sukces Polki w tej kategorii wiekowej w snowboardzie od 2007 roku. O wyczynie 18-latki z Zakopanego rozmawiamy z Pawłem Dawidkiem, jej ojcem i zarazem trenerem, szkoleniowcem kadry B PZN, założycielem istniejącego od blisko dwudziestu lat klubu F2 Dawidek Team.pl, byłym mistrzem Polski w slalomie i akademickim mistrzem w gigancie, reprezentantem kraju na zawody Pucharu Świata i Europy.

Jak pan ocenia sukces Weroniki w austriackim Lachtal? Skoro wcześniej już dwukrotnie startowała w mistrzostwach świata juniorek, to czy ten występ był dla niej jak bułka z masłem, czy jednak emocje się jej udzielały?
Emocje zdecydowanie się udzielały, bo przed żadnymi zawodami nie można w stu procentach powiedzieć, że ktoś jest pewniakiem. Tym bardziej w snowboardzie alpejskim, bo tu się toczy walka o setne części sekundy. Na przykład bieg o finał ze Szwajcarką [Xenią von Siebenthal] w Lachtal wygrała o trzy setne, co oznacza, że minimalny błąd mógł sprawić, że to rywalka dotarłaby do mety jako pierwsza i wtedy stracilibyśmy szansę na walkę o złoto. W pierwszych mistrzostwach świata juniorek Weronika, startując jako piętnastoletnia debiutantka, zajęła czwarte miejsce, więc na zawody w ubiegłym roku do Bułgarii jechała w jakimś sensie jako faworytka. Tym bardziej, że cały zeszły sezon była w czołówce Pucharu Europy, jako jedna z najlepszych juniorek, które rywalizują z seniorkami. W Bułgarii po pierwszym przejeździe eliminacyjnym slalomu giganta równoległego była druga, więc potwierdziła medalowe aspiracje, natomiast w drugim przyjeździe mocno zaryzykowała, bo chciała dojechać do mety z jak najlepszym czasem, żeby mieć mocną pozycję wyjściową na finały i niestety upadła, kończąc mistrzostwa na dwudziestym trzecim miejscu. W zeszłym roku było więc duże rozczarowanie, ale zarazem nauka, bo właśnie w ten sposób zbiera się doświadczenie. Ten sezon przebiegał odwrotnie niż dwa poprzednie, trochę nie po naszej myśli. Forma sportowa była super, dostrzegałem to widząc, jak Weronika prezentuje się w trakcie wspólnych treningów z zawodnikami z całego świata. No ale sezon nam się nie układał z uwagi na pogodę, warunki często były bardzo trudne. Oczywiście dla wszystkich takie same, ale jednak, mimo iż mozolnie pracowaliśmy, to starty kończyły się mniejszymi sukcesami.

Najważniejsze było jednak to, by wszystko zgrało się na mistrzostwach świata i to się udało. Sprzyjała nam pogoda, sprzyjały warunki. I świetna organizacja, cała otoczka, która sprawia, że zawodnik dobrze się czuje. Chociaż było wiosennie, ciepło, to jednak stok był dobrze przygotowany, wymagający od zawodników umiejętności jazdy. Nie było więc przypadków, że komuś coś się udało, poziom rywalizacji był wysoki.

Mówi pan, że ten sezon był słabszy, ale przecież w styczniu w gigancie równoległym Pucharu Świata w Scuol Weronika zajęła szesnaste miejsce, najwyższe w karierze, po raz pierwszy w życiu kwalifikując się do finału.
Mówiłem generalnie o całym sezonie. A to miejsce to rzeczywiście był jeden z jej najlepszych wyników w karierze. Mieliśmy kilka startów w Pucharze Świata, gdy Weronika kręciła się koło pierwszej dwudziestki – była dwudziesta pierwsza, dziewiętnasta, czy właśnie szesnasta w Scuol. Ale to nie była dla nas impreza priorytetowa, celem były wyniki w Pucharze Europy, bezpośrednia walka o podium. W trakcie sezonu Weronika wysyłała takie sygnały, jak ten w Austrii, że jest bardzo dobrze, tam zresztą po eliminacjach była nawet piętnasta. Akurat tam warunki były świetne, prawdziwie zimowe. I twardo na trasie, a więc tak, jak Weronika lubi, bo ona jeździ bardzo dynamicznie, agresywnie i i jeżeli jest miękko, są dziury, nie zawsze potrafi pokazać swoje umiejętności. W ogóle Scuol jest dla naszych snowboardzistów bardzo szczęśliwe, bo i Oskar Kwiatkowski, i Michał Nowaczyk z reguły byli tam w czołówce Pucharu Świata, dotyczy to także Oli Król.

Wspomniał pan o dwudziestym pierwszym miejscu. Takie właśnie zajęła Weronika w Krynicy, ale nie do końca była zadowolona z występu w pierwszym Pucharze Świata w naszym kraju. Mimo że jako najmłodsza uczestniczka zawodów osiągnęła z Polek najlepszy wynik, to w drugim dniu po tym, jak zahaczyła o płachtę bramki, co skończyło się dyskwalifikacją, była mocno wkurzona.
Na pewno liczyła na jeszcze więcej w drugim dniu, tym bardziej, że chciała się poprawić po debiucie na tak dużej imprezie w swoim kraju, co przecież było, szczególnie dla tak młodej zawodniczki, mocno obciążające. Była troszkę sfrustrowana i zła, że drugiego dnia jej nie wyszło. Rozmawiałem z nią o tym, tłumaczyłem, że rywalizowała z zawodniczkami, które mają po dwieście, trzysta startów. Niektóre są w Pucharze Świata po kilkanaście lat, a na przykład Austriaczka Claudia Riegler tyle lat jeździ na snowboardzie, że ja ją jeszcze pamiętam z czasów, gdy sam startowałem. Na dodatek stok w Krynicy drugiego dnia, przy wysokiej temperaturze, już nie był tak idealny jak dzień wcześniej, jeździło się trudniej. Staram się Weronice pokazywać, że wszystko przyjdzie z czasem, gdy nabierze doświadczenia, uzyska wewnętrzny spokój. Ona bardzo chce pokazać, że jest mocna i czasami, niestety, ta wewnętrzna presja powoduje, że nie zawsze zawody wychodzą tak, jakby sobie człowiek życzył. Na mistrzostwach świata presję jednak wytrzymała. Wszystko fajnie zagrało i pokazała to, co potrafi najlepiej akurat w tym jednym, najważniejszym dniu.

Zdobyła srebrny medal w gigancie, a w slalomie było szóste miejsce. Zastanawiam się, skąd taka prawidłowość, że w slalomie Polacy osiągają trochę gorsze wyniki niż w gigancie, bo dotyczy to nawet tych najbardziej doświadczonych, jak Oskar Kwiatkowski czy Aleksandra Król. Czy to kwestia predyspozycji fizycznych, czy tego, że po prostu gigant częściej trenujecie?
Slalom gigant równoległy różni się od slalomu między innymi tym, że są w nim większe odległości pomiędzy bramkami. A ponieważ gigant to konkurencja olimpijska, to dużo więcej go trenujemy. Na lodowcach mamy możliwość zjeżdżania na dłuższych trasach i są większe możliwości zorganizowania takiego treningu, dlatego cały okres przygotowawczy idzie w tę stronę. Slalom zostawiamy sobie z boku na takiej zasadzie, że można go potrenować w Polsce, bo też mamy tutaj świetne stoki, jak stacja Suche, czy Jaworzyna Krynicka. Jeśli chodzi o Weronikę, to ona slalom też świetnie jeździ, już na pierwszych zawodach Pucharu Europy, w których zaczynała startować dwa lata temu, zajęła miejsca pierwsze i trzecie. A co do mistrzostw świata w Lachtal, to na drugi dzień po gigancie też bardzo fajnie zaczęła. Popełniła wprawdzie dość spory błąd, ale po kwalifikacjach była na trzecim miejscu. Wyglądało, że wszystko w pójdzie dobrą stronę, ale warunki na stoku już były gorsze, było dużo cieplej, porobiły się dziury. Może popełniła mały błąd i w konsekwencji przegrała bieg o wejście do finałowej czwórki.

Swoje zrobiły też emocje po zdobyciu medalu. Zawody trwały od szóstej rano do godziny trzynastej, potem była dekoracja na stoku, powrót do hotelu, oczywiście miliony telefonów, gratulacji. Wieczorem było podsumowanie i oficjalna dekoracja, tak więc cały dzień funkcjonowała na podwyższonych emocjach i troszkę zabrakło czasu na regenerację. Mamy fizjoterapeutę, który z nią popracował, ale to jednak jeszcze dziewczynka, nie potrafi się całkowicie przełączyć na tryb skupienia. Doszło zmęczenie, które też mogło spowodować, że pojawiły się minimalne błędy.

Finalnie szósta pozycja to też świetny wynik, bo patrząc na cały sezon to jedno z lepszych miejsc w slalomie i przed mistrzostwami brałbym je w ciemno. Jest niedosyt, ale najważniejsze, że Weronika ma medal w konkurencji olimpijskiej, bo to zwieńczenie, może nie tyle okresu juniorskiego, bo przecież będzie jeszcze dwa lata juniorką, co trudnego sezonu.

Chciałem zapytać o balansowanie Weroniki pomiędzy kadrą A i B. Pan prowadzi kadrę B i z tego, co Weronika powiedziała w mediach wynika, że ona woli trenować z tatą, w otoczeniu swoich rówieśniczek. Natomiast Oskar Kwiatkowski opowiadał, że polskim zawodnikom przydałyby się też treningi z kadrą A, tak jak to robią w Austrii. Dzięki obcowaniu na co dzień z najlepszymi młodzi snowboardziści nie czują później tremy w rywalizacji ze światową czołówką. Pytanie, jak to wyważyć?
Weronika wybrała sobie tę kadrę po rozmowach ze mną, ze względu na to, żeby ona potrzebuje troszeczkę spokojnego treningu, bez narzucania presji grupy. W kadrze A są już dorosłe zawodniczki, jak Olimpia Kwiatkowska czy Marysia Chyc, to są dziewczyny starsze od niej o siedem, osiem lat i już trochę inaczej funkcjonują, inaczej mają poukładane pewne rzeczy i młodej zawodniczce trudniej znaleźć z nimi wspólny język. Natomiast w tej grupie ma swoje koleżanki ze szkoły lub z klubu, to jej pomaga. Weronika jest bardzo profesjonalna w tym co robi i w wielu rzeczach nawet dorośli zawodnicy mogą się od niej uczyć podejścia i pewnej rutyny, natomiast wciąż potrzebuje spokoju oraz - mówiąc w cudzysłowie - zabawy i luzu w grupie po to, żeby się nie zrazić do tego sportu. A jeśli chodzi o treningi z najlepszymi, to od czasu do czasu spotykamy się z tymi zawodnikami i rywalizujemy. Jesteśmy na treningach i z Olimpią, i z Oskarem w okresie zimowym, w poprzednim także z Olą Król, która jest moją zawodniczką klubową.

Na zgrupowaniach spotykamy się także z zawodnikami z zagranicy. Jako były zawodnik mam spore kontakty i bardzo często dołączamy do Austriaków czy Niemców, a oni przyjmują nas z otwartymi rękami. Widząc, że Weronika już jest zawodniczką ze światowej czołówki, sami nieraz zapraszają nas na treningi, żeby się z nią pościgać. Dlatego nie ma czegoś takiego, że przyjeżdżamy na Puchar Świata i obawiamy się Austriaków.

A w dobie Instagrama i Facebooka, gdy wszyscy między sobą się komunikują i mają dostęp do informacji o sobie, to te kontakty są dużo łatwiejsze i prostsze niż dawniej. Pamiętam, że dla mnie jako zawodnika czy dla moich pierwszych podopiecznych, gdy zaczynałem pracę w roli trenera, rzeczywiście wyjazd za granicę i zderzenie z najlepszymi często kończyło się myśleniem w stylu: „Jak to Austriak, to ja go nie pokonam”. W dzisiejszych czasach młodzież już się tego nie boi. Nie ma obaw, kompleksów, jak czuje się mocna, to wierzy, że pokona każdego.

A jak rozwiązujecie sprawę nauki w trakcie sezonu? Bo słyszałem, że na zgrupowaniach pomaga pan córce w matematyce...
Jestem po Akademii Górniczo-Hutniczej, studiowałem na Wydziale Elektroniki, Informatyki i Zarządzania, w liceum byłem w klasie mat-fiz, więc dla mnie matematyka czy fizyka nie jest wielkim problemem. Jako były zawodnik skończyłem też AWF, ale mam wykształcenie wyższe techniczne, więc rzeczywiście potrafię pomóc i podpowiedzieć w tym temacie. Nauka to właśnie jeden z problemów do rozwiązania i podjęcia decyzji, w jakie kadrze trenować. Bo Weronika jest w trzeciej klasie liceum, w przyszłym roku będzie w klasie maturalnej i nie możemy sobie pozwolić na takie planowanie zgrupowania, jak np. Oskar, które wyjeżdża za granicę na dwa-trzy tygodnie. W kadrze A są dorośli zawodnicy, którzy skończyli szkołę. Niektórzy jeszcze studiują, ale to jest na zupełnie innym poziomie. Wychodzę z założenia, że musimy z córką naukę realizować i staram się, żeby to było poukładane. Czasami jest tak, że wsiadamy w auto zaraz po zawodach, albo uciekamy jak najszybciej ze zgrupowania, widząc, że tam się warunki pogodowe zepsują i może to być dzień stracony, tylko po to, żeby Weronika wróciła do domu i mogła iść do szkoły ponadrabiać lekcje, pozaliczać egzaminy. Uczy się w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem, ale nie ma dla niej super taryfy ulgowej, nauczyciele nie machną ręką, bo zajmuje wysokie miejsca w zawodach. Ona musi wszystko swoją pracą nadrobić i zaliczyć. To jest dla niej obciążenie i jeszcze przez jakiś czas utrudnienie w pełnym poświęceniu się karierze sportowej.

Tuż przed występem w Lachtal startowaliście w Sankt Moritz, gdzie za rok odbędą się mistrzostwa świata seniorów, Weronika zajęła tam miejsca 23. i 26. To były zawody Pucharu Europy, ale zjechali się najlepsi z Pucharu Świata po to, by poznać trasę. Czy dla was to też był rodzaj przygotowywań do mistrzostw świata, czy celem numer jeden w przyszłym sezonie będzie zdobycie nominacji olimpijskiej poprzez zdobywanie punktów w Pucharze Świata?
Rzeczywiście, z uwagi na to, że odwołano Puchar Świata w Berchtesgaden, do Sankt Moritz przyjechała cała światowa czołówka, były to chyba jedne z najmocniej obsadzonych zawodów w historii snowboardu. Wszyscy chcieli zobaczyć, jak wygląda stok, jakie jest ukształtowanie terenu, żeby odpowiednio przygotować się na mistrzostwa.

My celujemy oczywiście w starty w Pucharze Świata, ponieważ już od pierwszego grudnia zaczynamy kwalifikacje olimpijskie z nadzieją, że będziemy zdobywać punkty, które pozwolą nam wystartować w kolejnym sezonie na igrzyskach. Mam pewne przemyślenia i chciałbym wprowadzić zmiany w przygotowaniach. Miejmy nadzieję, że nam zima na to pozwoli, bo ten ostatni sezon był zwariowany. Po Krynicy planowaliśmy Puchar Europy w Zakopanem i musieliśmy go odwołać w ostatniej chwili, ponieważ warunki były bardzo trudne. Przez to dołożyli nam drugie zawody w Szwajcarii i musieliśmy tam pojechać na dziesięć dni, czego wcale nie planowaliśmy.

Przez cały sezon starty odbywają się w rejonie Włoch, Niemiec, Austrii, Szwajcarii, więc dla miejscowych zawodników taki występ, jak choćby w Lachtal czy w Sankt Moritz, to podróż z domu godzinkę, dwie. A my byliśmy przez dziesięć dni na walizkach, każda podróż to jest tysiąc kilometrów w jedną, i tysiąc w drugą stronę. Gdy my po zawodach wracamy przez osiem-dziesięć godzin, a zdarza się ze względu na korki, że i po dwanaście, to zawodniczka z Niemiec czy Austrii w tym czasie już się regeneruje w wannie. Ze względu na kapryśną zimę ten sezon był jeszcze trudniejszy niż zazwyczaj, ale mam nadzieję, że następny będzie lepszy i uda się nam wszystko dobrze poukładać.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Trener Wojciech Łobodziński mówi o sytuacji kadrowej Arki Gdynia

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na zakopane.naszemiasto.pl Nasze Miasto