Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Mistrz świata Oskar Kwiatkowski: Forma rośnie. Najszybszy w tym sezonie Pucharu Świata chcę być na zawodach w Krynicy [ROZMOWA]

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Oskar Kwiatkowski zajął na igrzyskach olimpijskich w Pekinie siódme miejsce
Oskar Kwiatkowski zajął na igrzyskach olimpijskich w Pekinie siódme miejsce Andrzej Banas / Polska Press
Oskar Kwiatkowski długo w tym sezonie nie potrafił przebrnąć w Pucharze Świata fazy 1/8 finału. Po raz pierwszy dokonał tego podczas ostatnich styczniowego slalomu giganta równoległego w austriackim Simonhohe, kwalifikując się do ćwierćfinału i kończąc zawody na budzącej respekt rywali szóstej pozycji. Wygląda to na przebudzenie w samą porę, bo za niespełna miesiąc w Krynicy odbędą się pierwsze w historii zawody snowboardowego Pucharu Świata. Z 27-letnim mistrzem świata rozmawiamy o przyczynach wcześniejszych niepowodzeń i przygotowaniach do czekającego go największego wyzwania w sezonie. - Nie ma co mydlić sobie oczu jakąś naszą przewagą nad rywalami w Krynicy, tylko trzeba po prostu zjechać swoje – podkreśla.

Trwający sezon jest dla pana trudniejszy niż ubiegłoroczny?
Nie. Wiadomo, zawsze trzeba dawać z siebie wszystko. Choć przyznam, że w zeszłym sezonie było mi łatwiej odnaleźć się na samym początku i od razu wszystko zaskoczyło. A w tym dopiero teraz zacząłem się odnajdywać. Można powiedzieć, że już jestem bardzo bliski tej dyspozycji, jaką miałem przed rokiem. Pojawiła się pewność siebie na starcie i równa jazda.

Pamiętam wypowiedź trenera Oskara Boma z początku sezonu, gdy mówił o waszych testach. Stwierdził, że po letnich przygotowaniach wypadały tak dobrze, że nawet zastanawialiście się, czy z aparaturą jest wszystko w porządku. Też to pan wtedy tak odczuwał?
Chodzi pewnie o to, jak ścigaliśmy się na czas. Rzeczywiście, byłem szybki na treningach, tyle że mierzyliśmy się tylko w naszym gronie, między Polakami. Wydaje mi się, że przez to nie do końca te pomiary oddawały stan faktyczny. To było trochę złudne. Rok wcześniej przygotowaliśmy się ze Szwajcarami, byliśmy na dwóch obozach, i tuż przed sezonem ścigaliśmy się ze sobą. To było super. A w tym sezonie tego zabrakło.

Czyli to była ta istotna różnica w przygotowaniach?
Tak, bo byłem szybki, ale tak naprawdę nie miałem jak się porównać z zawodnikami ze światowej czołówki. Właśnie tego zabrakło w tym sezonie. Trener już teraz też to widzi. To oczywiście nie jest jego wina, bo być może w zeszłym roku było łatwiej się ze Szwajcarami dogadać, a tym razem może już nie chcieli. Choć jak teraz rozmawialiśmy po zawodach ze Szwajcarami, którzy też nie mają zbyt mocnego sezonu, to się śmialiśmy, że może im też zabrakło wspólnych treningów z nami.

Czy to dla was podpowiedź, że warto by wrócić do sprawdzonego sposobu przed kolejnym sezonem?
Możliwe. Na naszych treningach w Krynicy będziemy mieć jakieś inne teamy, może przyjadą Niemcy, by pościgać się z nami, bo słyszałem o rozmowach z nimi.

No właśnie, jak będą wyglądać ostatnie tygodnie przygotowań do zawodów Pucharu Świata na Jaworzynie? Będzie pan dużo czasu spędzał w Krynicy, czy jeszcze zamierza Pan gdzieś wcześniej wystartować?
Chciałbym jak najwięcej czasu spędzić na stoku w Krynicy i tam potrenować, ale zobaczymy jak to będzie. Już w piątek (2 lutego – przyp.) wybieramy się z trenerem na 4-5 dni treningów.

Słyszałem, że dla pana to jeden z ulubionych stoków, z odpowiadającą panu charakterystyką.
To prawda. Stok jest nie za stromy. Taki, można powiedzieć, techniczno-motoryczny. Trzeba bardzo mocno pracować, żeby szybko uzyskać odpowiednią prędkość, a później ją utrzymywać do mety. Fajny stok.

Czy trasa jest gotowa, czy będą tam dodatkowe prace tuż przed zawodami?
Nie jestem w pełni zaznajomiony z tym, jakie wymagania regulaminowe trzeba spełniać. Wiadomo, że jest akceptacja trasy ze strony FIS i ona jest już przygotowana. U góry potrzebna jest półka startowa, czyli miejsce, gdzie będzie usypana większa kupa śniegu, żeby był bardziej stromy najazd na pierwsze bramki i żeby było też miejsce dla ekip, by rozłożyć stoliki i ustawić stanowiska serwisowe.

Czy pana rywale znają ten stok?
Nie, nikt tam ze świata nie był. Jeździliśmy tam tylko my i to krótko, dosłownie dwa dni na początku stycznia. Znamy więc trasę, a świat jej w ogóle nie zna.

Koledzy z innych ekip podpytywali pana o stok, o Polskę?
Tak, często się takie pytania pojawiają. Odpowiadam im szczerze, porównuję do innych, podobnych stoków z Pucharu Świata, by mieli jako takie wyobrażenie. To też nie jest tak, że jako gospodarze będziemy mieć jakąś wielką przewagę. Czołowi zawodnicy są na takim poziomie, mają takie umiejętności w jeździe na desce, że wszędzie, na każdym stoku będą bardzo szybcy. Nie ma co mydlić sobie oczu jakąś naszą przewagą nad rywalami w Krynicy, tylko trzeba po prostu zjechać swoje. Na pełen automat.

Kogo pan uważa za najgroźniejszych rywali? Czy to Austriacy i Włosi, którzy dominowali w ostatnich zawodach?
Mógłbym wymienić ze dwadzieścia nazwisk. Każdy z nas jest na takim poziomie, że z dnia na dzień wszystko może się zmienić. Nieraz wygrywa zawodnik, który ma super dzień i po prostu postawił wszystko na jedną kartę. Wszystko mu się zgra i może wygrać. To jest normalne w snowboardzie, to bardzo nieprzewidywalny sport, więc spokojnie mógłbym wymienić dwudziestu zawodników, z których każdy będzie bardzo mocny i będzie mógł wygrać.

W Krynicy pojawi się cała światowa czołówka?
Oczywiście, może poza tymi, którzy będą mieli jakieś problemy zdrowotne. To przecież zawody Pucharu Świata, tu są pieniądze do wygrania i wysoka ranga. Zawodnicy z czołówki będą walczyć o punkty dające miejsce na podium w klasyfikacji generalnej.

To ostatni w tym sezonie slalom gigant równoległy w Pucharze Świata, więc można go chyba nazwać małym finałem.
Tak, po drugim dniu zawodów będą rozdawane w Krynicy małe Kryształowe Kule za generalkę w slalomie gigancie równoległym, więc to dodatkowy prestiż.

Niewiele zabrakło, a w ubiegłym roku to pan by zgarnął małą Kulę za slalom gigant równoległy.
Wystarczyło, że byłbym w marcu dziewiętnasty w Rogli (było 42. miejsce – przyp.) i miałbym tę Kulę w gigancie. Skończyło się na trzecim miejscu w klasyfikacji.

Po Krynicy w pucharowym kalendarzu jest tylko slalom równoległy. Będzie pan startował w tych zawodach?
Oczywiście, ja wszystko jeżdżę. To będą dwa slalomy w Niemczech.

W tym roku ustabilizował się pan w Pucharze Świata na poziomie 1/8 finału, ale pod koniec stycznia poszedł w górę. Szóste miejsce po ćwierćfinale w Simonhohe to najlepszy wynik w tym sezonie, zresztą w pierwszym przejeździe kwalifikacyjnym uzyskał pan najlepszy czas. Sprawdza się pana przepowiednia, że najwyższa forma przyjdzie w Krynicy?
Tak to sobie wbiłem do głowy przed sezonem, że teraz rzeczywiście się sprawdza. Najwyraźniej głowa i cały organizm to jedno, wszystko zostaje w podświadomości.

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na zakopane.naszemiasto.pl Nasze Miasto