Nasza Loteria

Apoloniusz Tajner: Cieszę się, że skoki narciarskie były na igrzyskach europejskich. Mogą zmierzać w stronę sportów letnich [ROZMOWA]

Artur Bogacki
Artur Bogacki
Reprezentacja Polski w skokach narciarskich na igrzyska europejskie w Zakopanem
Reprezentacja Polski w skokach narciarskich na igrzyska europejskie w Zakopanem Andrzej Banas
Apoloniusz Tajner, były prezes Polskiego Związku Narciarskiego, a obecnie prezes honorowy, ocenia zakończone w niedzielę Igrzyska Europejskie Kraków-Małopolska 2023 i sytuację w polskich skokach narciarskich.

Jak się panu podobały letnie skoki narciarskie na igrzyskach europejskich w Małopolsce?
Ciekawe jest to, że skoki na nich zafunkcjonowały. To był pomysł marszałka Małopolski Witolda Kozłowskiego. Powiem szczerze - mnie by do głowy nie przyszło, że można zaproponować rozegranie skoków w ramach letniej imprezy. Organizator tych igrzysk ma prawo do wyboru kilku dyscyplin. Ja się cieszę, że padło na skoki. Klimat tak się ociepla, że w perspektywie 20 lat skoki narciarskie pewnie przetrwają, ale już głównie na igelicie.

Coś w tym jest. Poprzedni sezon zaczął się, zanim nastała zima. W Pucharze Świata w Wiśle na początku listopada były "hybrydowe" warunki: rozbieg na torach lodowych, lądowanie na igelicie.
Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) już zaczyna dopuszczać takie możliwości. To dobry pomysł. Gdzieś planowany był Puchar Świata, ale okazało się, że jest za ciepło i nie ma śniegu. Sztucznie mrożony tor lodowy można zrobić, nie trzeba się wycofywać z organizowania imprezy, czy ją przekładać, można przeprowadzić ją w ten inny sposób. Myślę, że jest taki trend i kierunek w związku z globalną sytuacją klimatyczną. Może się stać tak, że coraz więcej zawodów będzie na igelicie. A kto wie, może w przyszłości skoki zafunkcjonują w tych największych letnich imprezach. Ja tego nie wykluczam. Gdy skoki pojawiły w programie igrzysk europejskich, to byłem tym zaskoczony, no bo jak zaliczać je do letnich dyscyplin? Teraz uważam to za całkowicie otwartą kwestię. Zobaczymy, jak się to będzie dalej rozwijać, ale myślę, że skoki mogą dryfować w kierunku rozgrywania ich w ramach sportów letnich.

Skoro rozmawiamy o przyszłości skoków, to ona trochę się skomplikowała dla zawodników, bo z programu już najbliższych igrzysk olimpijskich w 2026 roku wypadł konkurs drużynowy. Mają go zastąpić zawody duetów.
Ja bardzo lubiłem "drużynówkę", moim zdaniem niepotrzebnie z niej zrezygnowano. No, ale cóż, na razie tak jest. Mam nadzieję, że jak się wycofało jakiś konkurs, to może i da się do niego wrócić. Zobaczymy. Czy to będzie miało wpływ na zakres szkolenia w różnych krajach? Uważam, że nie, bo każdy i tak pracuje, żeby mieć tych najlepszych zawodników jak najwięcej. Niemniej szkoda mi tej konkurencji. Po każdej serii w zasadzie było nowe otwarcie, jakby nowy konkurs, a jest ich aż osiem, więc to zawsze było ciekawe do oglądania.

Zdarzało się, że 30-40 punktów można było odrobić, co wydawałoby się jest niemożliwe.
Zgadza się, różne rzeczy się w tych konkursach zdarzały, niespodzianki, pozytywne i negatywne. W "drużynówce" jest duża dynamika, fajnie się to ogląda, tym bardziej, gdy ma się dobrych zawodników. Te duety mogły wejść do programu olimpijskiego dodatkowo, uważam, że to też się sprawdzi.

Jak by pan podsumował pierwszy rok pracy trenera Thomasa Thurnbichlera?
Bardzo dobrze. Nie spodziewałem się, że aż tak szybko ogarnie to wszystko, ten zamęt, który był po wcześniejszym sezonie (wiosną 2022 r. PZN nie przydłużył umowy z trenerem Michalem Doleżalem, nie było następcy, skoczkowie zaczęli się buntować - przyp.). Wprawdzie zaczął późno, ale szybko się dogadał z zawodnikami. Z tym, że i tak trwało to ze dwa miesiące, zanim to wszystko się mu pospinało. Kluczowe jest to, że udało mu się przekonać do siebie skoczków, do metod treningowych, do całego nowego teamu. Tam jest jeszcze Marc Noelke, który odgrywa dużą rolę, Mathias Hafele, który zajmuje się sprzętem. Oni dużo nowego wnieśli. Najważniejsze, że w tym trudnym momencie nie tylko nie zostaliśmy gdzieś daleko w tyle, ale w ogóle nie zatrzymaliśmy się i idziemy do przodu. Z drugiej strony, to było mało czasu, żeby wyciągnąć z tych sposobów i metod treningowych więcej, z tej atmosfery, która już w tej chwili jest bardzo dobra. Myślę, że po dwóch, trzech, czterech latach pracy Thurnbichlera efekty będą najlepsze. Sądzę, że czekają nas naprawdę dobre czasy i skoki przyniosą nam jeszcze dużo radości. Mamy bardzo dobrych zawodników, światową czołówkę, a za nimi jest fajna grupka młodszych skoczków, którzy już niedługo zastąpią tę naszą trójkę. Mają dobre perspektywy, a już pracują z Thurnbichlerem.

Czyli w pana ocenie ta następna zima będzie dla polskich skoków lepsza niż poprzednia?
Tak myślę. Opieram się na swoim doświadczeniu. Wiem, że ten pierwszy rok pracy trenera to może być zmiana motywacji, podniesienie ducha i tak dalej. Natomiast tak praktycznie - trzeba się przestawić na nowe tryby. To wymaga więcej czasu, wielu miesięcy. Oni w zasadzie są już przedstawieni, a wchodzą w drugi rok współpracy z Thurnbichlerem. Myślę, że ten najlepszy okres dopiero się zacznie.

Czy ktoś oprócz naszej topowej trójki - Stoch, Kubacki, Żyła - zacznie w końcu regularnie wskakiwać do czołowej dziesiątki Pucharu Świata?
"Papiery" na to ma i Olek Zniszczoł, i Kacper Juroszek, także Paweł Wąsek. Kto wie, czy nie obudzi się jeszcze Andrzej Stękała. Albo Klimek Murańka. Ja ciągle w niego wierzę, nadal uważam, że jego talent jest niewykorzystany. Są jeszcze młodzi chłopcy - Janek Habdas, Kacper Tomasiak, kapitalny chłopak.

To jest przyszłość. Tylko muszą spokojnie dojść do właściwego wieku, do momentu, kiedy staną się takimi pełnoprawnymi zawodnikami. Bo na przykład Habdas i Juroszek dysponują kapitalną dynamiką odbicia, ale są trochę nieokrzesani technicznie. A Thurnbichler ma pomysły, jak to poprawić.

Thurnbichlerowi udało się na przykład "okiełznać" Piotra Żyłę, który w poprzednim sezonie skakał tak równo, jak chyba nigdy w swej długiej karierze.
Żyła właśnie taki nieokrzesany był przed 15 laty. Zawsze miał nadzwyczajną dynamikę. Jak coś robił źle, to tą dynamiką tylko zwiększał błąd. Ale jak zaczął lepiej wchodzić w technikę i to wszystko zadziałało, no to dwa razy został mistrzem świata, czasem Puchar Świata wygrywał. Jeśli dynamika skoczka jest dobrze wykorzystywana, to nagle pojawiają kapitalne wyniki. Habdas czy Juroszek to są młodzi zawodnicy, jeszcze muszą poczekać na ten swój moment, zanim się tego nauczą. Problem jest taki, że oni już by chcieli do wszystkiego dość, a w wieku 19-20 lat jeszcze nie ma stabilizacji osobowościowej. Wszystko będzie zgrane za dwa, trzy lata. Wtedy mogą być zawodnikami, którzy - mówię to z przekonaniem - zastąpią pełnowartościowo tę naszą czołową trójkę. Zakładam, że jeśli Stoch, Żyła i Kubacki nadal będą się dobrze prezentować, to długo będą skakać. Ale to może potrwać na przykład tylko do najbliższych igrzysk olimpijskich. To są moje dywagacje, które na pewno nie będą przeszkadzać chłopakom, że się coś ujawnia. Uważam, że taka jest logika i sens naszych skoków. Siedzę w tym na tyle głęboko, że podobne opinie mogę czasem wygłosić.

od 7 lat
Wideo

Nowe inwestycje w Rypińskim Centrum Sportu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na zakopane.naszemiasto.pl Nasze Miasto