Zakopane. Awantura z paralizatorem i turystami. Przed sądem toczy się proces przeciwko dwóm góralkom

Łukasz Bobek
Łukasz Bobek
Łukasz Bobek
Przed zakopiańskim Sądem Rejonowym toczy się proces karny w głośnej sprawie wyrzucenia turystów z apartamentu pod Giewontem. Według zeznań turystów, w trakcie awantury właścicielki apartamentu miały nie tylko ich znieważyć w wulgarny sposób, ale i użyć wobec nich siły, a nawet paralizatora. Domagają się od góralek po 15 tys. zł zadośćuczynienia.

FLESZ - 4 mln dawek szczepionki Pfizera wkrótce trafi do Polski

O sprawie zrobiło się głośno w sierpniu 2019 roku. To właśnie wtedy rodzina z dwójką małych dzieci z Pomorza Zachodniego przyjechała do Zakopanego na wypoczynek. Turyści wynajęli przez portal rezerwacyjny apartament na Pardałówce. Po jednej nocy – jak mówią – zostali wyrzuceni na bruk. Matka dzieci wylądowała w szpitalu, mężczyzna trafił na komendę, gdzie złożył zeznania.

W wyniku śledztwa dwóm mieszkankom Zakopanego – Edycie S. i Stanisławie S. - śledczy przedstawili akt oskarżenia. Kobietom postawiono zarzuty z artykułów: 191 i 157 Kodeksu Karnego, czyli o stosowanie przemocy i gróźb karalnych w celu zmuszenia innych osób do określonych działań, a także spowodowanie lekkiego lub średniego uszczerbki na zdrowiu.

W środę pod Giewontem odbyła się druga rozprawa w procesie. Przesłuchane zostało małżeństwo turystów.

- Do apartamentu przyjechaliśmy po godz. 17. Przy wejściu do środka nie widzieliśmy właścicieli. Dostaliśmy SMS-em kod do skrzynki, w której był klucz. W środku zauważyliśmy, że w przedpokoju jest kamera obrotowa. To nas zdziwiło – mówi turystka z Pomorza Zachodniego.

Jak twierdzi kobieta, wieczorem zauważyła, że ubite jest lustro w jednym z pokoi. Podzieliła się tą informacją z mężem. Ten zrobił zdjęcia. I zaczął się rozglądać po innych pomieszczeniach, czy nie ma innych usterek. - Nie chcieliśmy, by nas oskarżono, że coś zniszczyliśmy – opisywało małżeństwo.

Następnego dnia rano wysłali MMS-y do właścicielki z informacją o znalezionych usterkach – oprócz lustra, nie działał zamek w drzwiach od łazienki, szwankowało oświetlenie w kuchni, a także była plama na kanapie. - Wyglądało jakby się tam ktoś zesikał – mówiła kobieta.

Dostali zwrotną wiadomość, że przed ich przyjazdem w apartamencie było wszystko w porządku, a jeśli nie odpowiada im pobyt w takim mieszkaniu, mogą się wyprowadzić. W trakcie rozmowy telefonicznej turyści powiedzieli, że w takim razie żądają zwrotu pieniędzy za pobyt.

Z zeznań turystów wynikało, że po ok. 10-15 minutach przyjechały do mieszkania dwie kobiety. Od wejście atmosfera miała być bardzo napięta i nieprzyjemna. Góralki od początku miały nagrywać cała sytuację telefonem komórkowym, a także miały ze sobą paralizatory. - Rzucały wulgaryzmy w naszą stronę. Nazywały mnie debilem, mówiły, żebyśmy „spierd….li”. Nasze dzieci nazywały bachorami. Myśmy nie byli spakowani. Zaczęły zbierać pościel, ręczniki. W pewnym momencie jedna z pań wyrzuciła nasze torby na klatkę schodową – opisywali turyści.
Oni również zaczęli nagrywać całe zajście telefonem komórkowym. Prowiant zakupiony przez turystów został z lodówki wyrzucony przez okno na ogród.

Sytuacja stała się bardzo napięta. Doszło do przepychanek nie tylko słownych. - Starsza z Pań napluła mi w twarz co najmniej dwa razy – zeznawał w sądzie turysta. Twierdzi on, że został "dziubnięty" paralizatorem. Jego zdaniem był on włączony, o czym ma świadczyć wypalona dziura w jego koszulce. Z kolei jego żona zeznawała, że została paralizatorem uderzona.

Mężczyzna zeznał, że został popchnięty, wywrócił się i upadł na stolik. Ten się rozpadł. - Zaraz usłyszałem, że będę musiał za niego zapłacić 700 złotych – mówił w sądzie.

Na miejsce wezwana została policja i karetka pogotowia. Turystka została przez ratowników medycznych przewieziona do szpitala w Zakopanem. Miała obity bark. - Po powrocie z Zakopanego musiałam przejść dwutygodniową rehabilitację by móc wrócić do pracy – zeznawała turystka. Do szpitala – własnym środkiem transportu – dojechały także dwie góralki. Właścicielki potem również pojawiły się na komendzie policji, gdzie złożyły zawiadomienie, tyle że na turystów.

W trakcie środowej rozprawy sąd otworzył nagrania z monitoringu wewnątrz apartamentu. Ten zarejestrował m.in. przepychanki właścicielek z turystami. Na pierwsze rozprawie z kolei odtworzone został nagrania z telefonu komórkowego, jakie zrobił turysta.

Oskarżone na razie nie zeznawały. Zlecona została opinia biegłego z zakresu psychiatrii, który ma zbadać oskarżone. Te bowiem - jak twierdzi Tygodnik Podhalański - na pierwszej rozprawie odmówiły składania zeznać twierdząc, że leczą się psychiatrycznie. Gdy opinia biegłego zostanie sporządzona, wówczas sąd zdecyduje, czy będzie słuchał Edytę S. i Stanisławę S.

Kolejna rozprawa ma odbyć się 26 maja.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Stay at home safe and sound avoiding corona virus but do not sit idol work online and make full use of this hostage period and raise extra money to over come daily financial difficulties. For more detail visit ... https://bit.ly/39JrDqt

Dodaj ogłoszenie