Podhale. Proces w sprawie odszkodowania za śmierć "Ognia" trafi do ponownego rozpatrzenia

Tomasz Mateusiak
Tomasz Mateusiak
Zbigniew Kuraś - syn Józefa Kurasia "Ognia" na sali sądowej wraz ze swoją pełnomocniczką.
Zbigniew Kuraś - syn Józefa Kurasia "Ognia" na sali sądowej wraz ze swoją pełnomocniczką. Alicja Fałek
Trwający od blisko 4 lat proces jaki Zbigniew Kuraś wytoczył polskiemu państwu trzeba będzie powtórzyć. Taki werdykt wydał w piątek krakowski sąd apelacyjny, który tym samym uchylił pierwszy wyrok w tej sprawie jaki zapadł w 2018 roku w Nowym Sączu. To sukces Zbigniewa Kurasia, który domagał się wpierw jednego miliona, a następnie 10 milionów złotych odszkodowania za śmierć ojca w 1947 roku, gdy Józefa Kurasia "Ognia" otoczyli funkcjonariusze UB. Sędziowie, którzy wydali oddalony właśnie wyrok uznali, że synowi żołnierza wyklętego nie należy się nic.

Ten proces z zapartym tchem śledzą nie tylko sami uczestnicy sądowego postępowania, ale też historycy i politycy. Ostateczny wyrok da bowiem odpowiedź na to, jak w III Rzeczpospolitej traktować tzw. żołnierzy wyklętych (określanych też jako niezłomnych), którzy po 1945 roku nie złożyli broni, tylko dalej walczyli w lesie (przy okazji czasem dopuszczając się pospolitych przestępstw).

Sprawa jaką Polsce wytoczył syn Józefa Kurasia ps. "Ogień" pierwszy raz trafiła do sądu w 2017 roku. Wówczas Zbigniew Kuraś zażądał wypłacenia jego rodzinie 1 mln złotych odszkodowania, pieniędzy na symboliczny nagrobek ojca (jego faktyczny grób jest nieznany) oraz pełnej rehabilitacji ojca.

Wtedy jednak wniosek rodziny "Ognia" został oddalony. Sąd stwierdził, że nie znalazł on uzasadnienia w przepisach ustawy z 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. W związku z tym wypłacenie odszkodowania jest niemożliwe. wydający wyrok przypomniał też, że nie można mówić o tym, że to funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa zabili Józefa Kurasia "Ognia" bo przecież to on sam się postrzelił podczas obławy i zmarł kilka dni później w nowotarskim szpitalu.

Z wyrokiem tym nie zgodził się jednak zarówno syn "Ognia" jak i prokurator, który także uczestniczył w postępowaniu. Oboje złożyli niezależne od siebie apelacje do wyroku więc sprawa trafiła do wyższej instancji.

W Krakowie proces trwał od 2019 roku. Sąd przed sługi czas nie zwoływał posiedzeń bo czekał na opinię Instytutu pamięci Narodowej na temat osoby Józefa Kurasia Ognia. Ta niedawno została opracowana i trafiła do sądu. Instytut podtrzymał w niej swoje dotychczasowe stanowisko, według którego mjr Józef Kuraś "Ogień" działał na rzecz niepodległościowego państwa polskiego. Historycy z IPN twierdzą, też że Kuraś targnął się na swoje życie bo wiedział, że nie ucieknie już z obławy UB, która po jego złapaniu poddałaby go torturom a następnie straciła.

W tej sytuacji w piątek Sąd Apelacyjny w Krakowie uchylił wcześniejszy wyrok, uznając, że pozbawienie się życia przez Józefa Kurasia "Ognia" było jednak zdeterminowane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa - mówi Tomasz Szymański, rzecznik krakowskiego sądu.

- Należy również uznać, że wobec partyzanta toczyła się namiastka postępowania karnego, które zmierzało do postawienia mu zarzutów. UB prowadziło też czynności prowadzące do jego ujęcia i zabicia. Nie budzi też wątpliwości jego działalność na rzecz Państwa Polskiego. Z tego powodu UB go ścigało. Do rozważenia przez SO w Nowym Sączu pozostaje sprawa zakładania przez niego lokalnych struktur UB - dodaje.

Sprawa ponownie trafi więc do Nowego Sącza. Tu syn Kurasia będzie domagał się już nie miliona a 10 milionów złotych odszkodowania. Po raz kolejny więc będziemy musieli czekać na rozstrzygnięcie przez sąd tego kim naprawdę był Józef Kuraś Ogień i jak oceniać jego działalność.

Bezspornym dla historyków jest fakt, że urodzony 23 października 1915 r. w Waksmundzie koło Nowego Targu górala przez całą wojnę walczył zaciekle z okupantem. Podczas kampanii wrześniowej 1939 r. walczył jako podoficer Wojska Polskiego przeciw jednostkom niemieckim i słowackim. Później został żołnierzem Organizacji Orła Białego i ZWZ. W 1941 r. związał się z regionalną organizacją o nazwie Konfederacja Tatrzańska. W czerwcu 1943 r. Niemcy zamordowali jego żonę, 2,5-letniego syna i ojca, a następnie podpalili zabudowania, nie pozwalając ich gasić. Kuraś przyjął wówczas pseudonim "Ogień". Był wtedy żołnierzem oddziału partyzanckiego Armii Krajowej.

Tu jednak zaczynają się na jego życiorysie "rysy". W pewnym momencie usunięto go bowiem ze struktur AK i wówczas związał się z partyzantką komunistyczną. Po wojnie Kuraś tworzył struktury Milicji Obywatelskiej i był szefem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Nowym Targu. Cześć historyków twierdzi, że w tym czasie miał denuncjować swoich byłych kolegów z AK. Po krótkiej służbie w organach państwa komunistycznego powrócił "do lasu", tworząc grupę walczącą z komunistycznymi władzami na Podhalu.

To nie koniec kontrowersji. Ognia oskarża się bowiem o liczne kradzieże, morderstwa, w tym osób narodowości żydowskiej, rusińskiej i słowackiej. Odpowiednik polskiego IPN na Słowacji uważa go wręcz za bandytę.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Materiał oryginalny: Podhale. Proces w sprawie odszkodowania za śmierć "Ognia" trafi do ponownego rozpatrzenia - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie