Nowa Biała. Spór o polsko-słowackie msze w kościele. Parafianie piszą do kurii, bo chcą więcej polskich nabożeństw

Łukasz Bobek
Łukasz Bobek
Udostępnij:
Napięcie między Polakami, a Słowakami na Spiszu. Parafianie z Nowej Białej domagają się więcej mszy w języku polskim w miejscowym kościele – w każdy dzień tygodnia, jak i najważniejsze święta kościelne. Obecnie nabożeństwa w kościele pw. Św. Katarzyny Aleksandryjskiej co drugi dzień są po polsku, a co drugi – po słowacku. Parafianie proszą o pomoc metropolitę krakowskiego. - Nie chcemy nic zabierać Słowakom, ale zadbać o nas i nasze dzieci - mówią mieszkańcy.

W Nowej Białej, tak jak w wielu innych spiskich miejscowościach obok siebie żyją Polacy i Słowacy. To dlatego w Krempachach, Jurgowie czy Niedzicy i właśnie w Nowej Białej w miejscowym kościele odbywają się nabożeństwa w dwóch językach – polskim i słowackim. W Nowej Białej żyje jedynie ok. 15-20 proc. mieszkańców, którzy czują się Słowakami. Jak nas poinformował Marcin Kolasa, wice wójt gminy Nowy Targ, w miejscowej podstawówce w Nowej Białej 26 dzieci uczy się języka słowackiego, a w sąsiednich Krempachach – 38 uczniów.

Gołym okiem trudno jest zauważyć na polskim Spiszu różnice narodowościowe. Wszystkie szyldy czy reklamy są w języku polskim. Mieszkańcy rozmawiają ze sobą po polsku lub gwarą spiską. Podobnie jest w sklepach, czy w miejscowych zakładach pracy, drobnych przedsiębiorstwach. O tym, że obok Polaków mieszkają tutaj Słowacy świadczy jedynie okazały budynek w Nowej Białej. Jest to Centrum Kultury Słowackiej – gdzie filia Towarzystwa Słowaków w Polsce organizuje spotkania zespołu regionalnego i stara się podtrzymywać narodowe i lokalne tradycje.

Nowa Biała pozornie niczym szczególnym się nie wyróżnia tak, jak sąsiadujące z nią okoliczne wioski. Atmosfera niemal sielankowa, piękne widoki na zamykające horyzont od południa Tatry. Te jednak nie są w stanie przysłonić konfliktu, który dzieli mieszkańców tej wsi od co najmniej lat 60. ubiegłego wieku. Chodzi o kościół. Wtedy to – jak wspominają starsi mieszkańcy wioski - na 11 lat kościół został zamknięty na klucz. Polacy nie mogli się w nim modlić. Sytuacja poprawiła się w latach 70., kościół ponownie otwarto, ustalono, że w co drugi dzień msza ma być w języku polskim na zmianę z mszą w języku słowackim. Teraz, po latach, jak się okazuje w Nowej Białej na tym tle wciąż nie ma „świętego spokoju”.

Frustracja narasta

- Nowa Biała jest polską wsią, zaś przynależność naszej miejscowości do państwa słowackiego utworzonego w 1939 roku dzięki sojuszowi z hitlerowskimi Niemcami trwała zaledwie 5 lat. Tymczasem do dziś czujemy się, jakbyśmy żyli gdzieś indziej. Choć Słowaków u nas jest niewielu, czujemy się, jakbyśmy nie byli u siebie. My im nie chcemy niczego zabraniać czy zabierać. Ale też sami chcemy móc normalnie uczestniczyć w nabożeństwie, gdzie będziemy rozumieli co mówi do nas ksiądz, co śpiewamy – mówią Polacy z Nowej Białej.

Mieszkańcy Nowej Białej nie chcą o tym otwarcie mówić. Boją się podać imię i nazwisko. Choć każdy przyznaje, że problem jest i narasta.

- Nie dziwię się księżom, że nie wyrabiają tutaj. Jak społeczność słowacka domaga się od nich, by mszę odprawiali z perfekcyjnym językiem słowackim. Żądali, by ewangelia była czytana po słowacku. Poprzedni proboszcz odmówił. Bo nie znał na tyle języka słowackiego. Uznał, że nie chce kaleczyć najważniejszego czytania w czasie mszy. Nie dawali mu spokoju – mówi jeden z członków rady parafialnej w Nowej Białej.

Tych, którzy zwrócili się o pomoc do Kurii irytuje sprawa przemiennego odbywania się głównych nabożeństw kościelnych – Triduum Paschalnego, Pasterki, czy Bożego Ciała. Są one albo co drugi rok po polsku, albo podczas każdej mszy w pieśniach i czytaniach używa się obu języków. - Na pasterkę co dwa lata musimy jeździć do innych miejscowości na Podhalu, byleby nabożeństwo było po polsku – mówią.

- Problem jest także z innymi świętami. No jak w dniu 11 listopada, z okazji odzyskania przez Polskę niepodległości uczestniczyć w mszy świętej po słowacku? Bo akurat tak 11 listopada wypada, że jest zaplanowana msza słowacka. To jakiś absurd – denerwuje się jedna z mieszkanek Nowej Białej.

Polacy mówią nawet o „słowakizacji” na siłę ich dzieci. - Tak było w czasie ostatniej pierwszej komunii świętej. Musieliśmy głosować, bo ksiądz zaproponował polską mszę z elementami słowackimi. Gotowi byliśmy już zrobić dwie msze osobne: polską i słowacką. Głosowanie skończyło się, że będzie polska msza. Ale potem przyszedł Biały Tydzień. Wtedy dzieci komunijne chodzą do kościoła codziennie. A msze były odprawiane co drugi dzień po polsku. Nasze dzieci musiały uczestniczyć w nabożeństwach, choć nic nie rozumiały – mówi mieszkanka Nowej Białej.

Piszą do Kurii w Krakowie

Polscy parafianie z Nowej Białej interweniowali w tej sprawie w Kurii Diecezjalnej w Krakowie. Od początku roku wystosowali do metropolity krakowskiego abp Marka Jędraszewskiego kilka listów. Podpisało się pod nimi ponad 300 osób.

- Słowacki język w naszym kościele parafialnym sprawia nam smutek i dla wielu jest wspomnieniem haniebnych wydarzeń, kiedy w latach 60. mieszkańcy mniejszości słowackiej zabrali klucze do kościoła – piszą w liście parafianie. I dodają, że choć kościół znów jest otwarty dla Polaków, „do dziś budzi to frustrację i żal, że nikt nie dba o interesy Polaków, że tradycje i ambicje słowackiej mniejszości narodowej ograniczają prawa Polaków w Polsce”.

Dodają, że postanowili zwrócić się o pomoc do metropolity krakowskiego dopiero wtedy, kiedy w ubiegłym roku zrezygnował z posługi w Nowej Białej ksiądz proboszcz. - Śmiemy przypuszczać, iż jedną z przyczyn mogła być trudność przewodzenia naszej „specyficznej” wspólnocie, gdzie mniejszość domaga się w kościele praw większości. A większość nie dba o swoje prawa i potrzeby „dla świętego spokoju” - piszą w liście.

- My nie wnioskujemy do kurii o wyeliminowanie słowackich mszy. Prosimy o znalezienie rozwiązania, które wyjdzie naprzeciw potrzebom Polaków w Nowej Białej, dotąd zupełnie niezauważanym – mówią.

Chcą mieć codziennie mszę święta po polsku, a także msze w ojczystym języku w najważniejsze święta. - Jak Słowacy chcą mieć po słowacku, niech ksiądz zrobi dwie msze. Albo konsul Słowacji, który przecież wspiera słowacką społeczność w naszej gminie, niech przyśle do naszej parafii drugiego, słowackiego księdza, który będzie odprawiał msze słowackie – proponuj niektórzy członkowie rady parafialnej.

Poza kościołem… normalnie

Temat języka używanego podczas liturgii rozgrzewa emocje w Nowej Białej. Na szczęście nie ma innych konfliktów i na co dzień ludzie obu narodowości żyją ze sobą normalnie. Wielu mieszka ze sobą po sąsiedzku – jak to jest w spiskiej zabudowie – płot w płot.

- Rozmawiamy ze sobą, jak trzeba to się i napijemy razem. Wiele rodzin jest u nas mieszanych. To i wspólne wesela się zdarzają, czy inne uroczystości rodzinne – mówi jeden z mieszkańców. Ale zaraz dodaje, że jak pojawia się temat kościoła, często dochodzi o kłótni. Zdarzało się, że - jak jeszcze do tego doszedł alkohol – dochodziło nawet do rękoczynów.

- To dla nas jest jakaś dziwna sytuacja. U nas w wiosce nikt na co dzień nie mówi po słowacku. Nawet ci co stanowią mniejszość słowacką w swoich domach mówią między sobą po polsku. Na mszach słowackich czytania, pieśni, ewangelię ksiądz czyta po słowacku. Ale kazania mówi po polsku. Bo tu prawdziwy język słowacki zna kilka osób. Wszyscy są obywatelami polskimi, mają dowody osobiste polskie i paszporty. Jak jadę do Ameryki, mówią, że są Polonią – opowiada jeden z mieszkańców.

Słowacy: proboszcz był trudny

Mieszkańcy Nowej Białej, uważający się za Słowaków, nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Gdy słyszą temat kościoła, szybko kończą rozmowę. Jeden ze słowackich członków rady parafialnej przekonuje, że poprzedni proboszcz odszedł, bo miał problemy zdrowotne. - To nie prawda, że tam jakieś problemy inne były, że jakieś naciski. Nie. Zresztą to co jest w tym liście do Kurii to w większości nie jest prawda – mówi oburzony i nabiera wody w usta. Nie powie nic więcej a po wszelkie informacje odsyła do księdza proboszcza.

Ludomir Molitoris z Towarzystwa Słowaków w Polsce uważa, że konflikt o msze w Nowej Białej to próba wzniecania niepotrzebnych emocji. Zna on sytuację we wsi, bo działa tam filia Towarzystwa, w której – jak twierdzi Molitoris – jest ok. 300 członków.

- Jestem zaskoczony tymi pretensjami. Bo Słowacy na Spiszu nic nikomu nie zabraniają. Język słowacki jest tak podobny do polskiego, że każdy nie ma chyba problemu ze zrozumieniem. Jak ktoś chce się modlić, to język nie będzie dla niego problemem – mówi Molitoris.

Dodaje, że słyszał, że z poprzednim proboszczem była trudniejsza współpraca. - Zaczął zabraniać niektórych rzeczy Słowakom. Ja sam apelowałem do kurii, by z rozwagą dobierała księży, którzy będą tam wysyłani – mówi przedstawiciel Słowaków w Polsce. I dodaje, że na słowackich mszach w tym kościele jest dużo ludzi.

Józef Pietraszek, sołtys sąsiednich Krempach, gdzie również odbywają się msze po polsku i słowacku, zaznacza, że Krempachach nie ma takich napięć. - U nas od początku było tak, że wszystko ma być na połowę. W jedną niedzielę ustalili, że będą dwie polskie msze i jedna słowacka, a w kolejną niedzielę odwrotnie: dwie słowackie i jedna polska – mówi sołtys.

Nie ukrywa jednak, że temat mszy polsko-słowackich od zawsze był na Spiszu drażliwi. - Włożyć kij w mrowisko to nie problem. Tylko potem jest kłopot, by to załagodzić – mówi.

Co na to władze kościelne?

Obecny proboszcz parafii w Nowej Białej – ks. Artur Gadocha, który parafię objął w połowie stycznia 2021 roku, nie chce komentować tego co dzieje się w spiskiej wiosce. W rozmowie z nami zaznacza, że nie ma w parafii żadnych nacisków, by msze były w języku polskim lub słowackim. - Tak jest tutaj ustalone, taki kompromis. Nie ma żadnych nacisków na mnie, by coś zmieniać – mówi proboszcz. - Msze są po polsku i słowacku. Tak zostało przyjęte i tak jest.

I dodaje, że uczy się języka słowackiego. Gdy w styczniu przyszedł do parafii, nie znał po słowacku ani słowa. - Ludzie się już dogadali. Trzeba to szanować i tak żyć – mówi proboszcz.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, do którego zwrócili się o pomoc mieszkańcy Nowej Białej uważa, że na Spiszu powinno dojść do spotkania metropolity krakowskiego z mieszkańcami. - Ludzie mają żal, że kuria odpowiada im lakonicznymi pismami, a nie ma spotkania. W każdym piśmie do kurii ponawiają prośbę o spotkanie. Sprawa jest trudna – mówi duchowny.

- Sprawa ta była i jest przedmiotem wielu rozmów oraz dyskusji podczas różnych spotkań oraz rozważań związanych z życiem tamtejszej wspólnoty parafialnej - powiedział nam Łukasz Michalczewski, dyrektor Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej. - Problemy i troski wiernych w Nowej Białej są - tak jak każdej innej wspólnoty parafialnej w naszej Archidiecezji - przedmiotem ciągłej troski Pasterzy, czego daliśmy wyraz w pomocy udzielonej zaraz po tragicznym pożarze. W sprawie Mszy św., również w języku słowackim, wypracowany był model, który działa w tamtejszej parafii i stanowi ważny element łączący kulturę oraz tradycje dwóch narodów i szanujący każdego człowieka - dodaje rzecznik krakowskiej Kurii.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie