Marco Grandinetti. Dla Darii zostawił Italię [WIDEO, ZDJĘCIA]

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Zaktualizowano 
Regionalny Puchar Polski. Czy niedzielny mecz z Nadwiślanką Nowe Brzesko - w ćwierćfinale Pucharu Polski na szczeblu wielickiego podokręgu - będzie dla Marco Grandinettiego ostatnim w barwach Węgrzcanki? To nie jest wykluczone, ale z Węgrzcami Wielkimi pozostanie już związany zawsze. Dzięki rodzinie, którą tutaj założył.

Catanzaro. To 90-tysięczne miasto znajdziecie na „podeszwie” włoskiego buta. Wcina się w ląd, a bezpośrednio do Morza Jońskiego przylega Catanzaro Lido. - Dokładnie tam mieszkałem, 500 metrów od morza. Tamten dom niedawno sprzedaliśmy, nowy jest położony 10 minut jazdy autem od wybrzeża – opowiada Marco Grandinetti.

W takim klimacie i okolicznościach plaża staje się dla dzieciaków drugim podwórkiem. A Marco na plaży grał też – całkiem poważnie – w piłkę.

- Mamy boisko do beach soccera i drużynę, która grała w „plażowej” Serie A – opowiada. - Ja tam podawałem piłki, miałem 16 lat. I zdarzyło się tak, że Felice Pastore, nasz zawodnik, który grał też w reprezentacji Włoch beach soccera, doznał kontuzji. Brazylijski trener Cerezo zawołał mnie wtedy, żebym dołączył do drużyny! Byłem bardzo zaskoczony, ale po podaniu bramkarza strzeliłem gola z woleja – i zostałem w zespole na mecze.

Dziś Marco ma lat 24. Wiosną 2016 roku dokonał rewolucyjnej zmiany w swoim życiu, przeprowadzając się do Polski. - Najpierw przyjechałem do Krakowa na sylwestra. Spotkałem Darię i zdecydowałem się tu zamieszkać – streszcza tę historię.

- Poznaliśmy się, bo mamy wspólnego znajomego - Włocha, który tutaj pracuje – precyzuje Daria Czywilis. - Wyszliśmy wszyscy razem na kolację i tak się stało, że coś między mną a Marco zaiskrzyło. Spotkaliśmy się jeszcze następnego dnia, Marco wrócił do Włoch i przez cztery miesiące byliśmy w kontakcie na odległość. Stwierdził jednak, że przyjedzie jeszcze raz. No i jak już przyjechał, to został.

Zamieszkali w Krakowie, ale to był tylko przystanek. Ostatecznie Grandinetti zamienił Catanzaro na Węgrzce Wielkie – miejscowość leżącą 15 km od centrum Krakowa, z której pochodzi sprawczyni jego przenosin do Polski.

Przy czym wprowadzając się do jej rodzinnego domu, wciąż miał spore problemy z porozumiewaniem się po polsku. Daria do tej pory była jego tłumaczem.

Czywilis: - Kiedy przenieśliśmy się do Węgrzc, byłam w ciąży. Z komplikacjami, dlatego trafiłam do szpitala. A Marco został w domu z moją mamą i babcią.

- Musiałem na siłę nauczyć się polskiego – uśmiecha się Grandinetti.

Daria: - W ciągu trzech miesięcy doszedł do takiego stopnia umiejętności posługiwania się językiem polskim, że ja byłam w szoku po powrocie ze szpitala do domu. Bardzo, bardzo podstawowe słowa wypowiadane przez Marco przerodziły się w pełne, złożone zdania.

A jej narzeczony się śmieje: - Kiedy urodziło nam się dziecko i odwiedził nas mój brat, to pytał, czy na pewno to jestem ja.

Dziecko, czyli Francesco Grandinetti (imię nosi po dziadku, to tradycja kultywowana na południu Włoch), ma teraz półtora roku. Marco na telefonie pokazuje film, jak mały kopie piłkę na boisku, na którym gra i trenuje jego tata. Daria: - Miałam nadzieję, że pierwszym słowem, jakie wypowie Francesco, będzie „mama”. Ale nie - „gol!”.

Autor: Joanna Urbaniec

Marco Grandinetti gole strzela dla Węgrzcanki. Dokładnie – według danych laczynaspilka.pl – to 55 bramek zdobytych w 59 meczach. Na trzech poziomach rozgrywkowych, bo w tym czasie drużyna – awansując rok po roku – przebiła się z klasy A do IV ligi. W niej, m.in. dzięki 10 golom Grandinettiego, zajmuje po rundzie jesiennej 3. miejsce.

Marco po przyjeździe do Polski liczył jednak, że w piłkę będzie grał na wyższym szczeblu. - Kiedy miałem sześć lat, zacząłem trenować w szkółce US Catanzaro, i tam przeszedłem przez cały cykl szkolenia, do 17. roku życia. Pierwsza drużyna grała wtedy, tak jak teraz, w Serie C i jako 17-latek miałem parę meczów w tym pierwszym zespole – opowiada Grandinetti.

Następnie zaliczył kilkutygodniowy epizod w Szwecji, w Sodertalje. Zawodnikiem tego klubu nie został, choć przekonuje, że nie decydowały o tym względy sportowe: - Dyrektor sportowy mówił: dasz 10 tysięcy euro albo wracasz do Włoch. Ja powiedziałem, że wracam.

Stadion Węgrzcanki leży tuż obok polskiego domu Marco. Działaczką w klubie jest m.in. jego przyszła teściowa, i to oczywiście za jej sprawą - oraz prezesa Janusza Fliśnika – włoski snajper pojawił się w drużynie. Futbol łączy z pracą kierowcy. - Zawożę turystów z Krakowa do Auschwitz i do Kopalni Soli w Wieliczce – wyjaśnia. - Prawo jazdy mam włoskie. To była pierwsza rzecz, jaką zrobiłem, kiedy skończyłem 18 lat.

Grandinetti wciąż liczy jednak na to, że zostanie zawodowym piłkarzem. Jego jesienne bramki zaowocowały zaproszeniem na testy do Sandecji Nowy Sącz. Odbyły się w tym tygodniu, nie zakończyły się dla piłkarza pomyślnie. W Węgrzcance pozostał mu w tej rundzie jeszcze jeden mecz – w ćwierćfinale Pucharu Polski na szczeblu wielickiego podokręgu, w niedzielę z Nadwiślanką w Nowym Brzesku. - Nie wiem, czy trener postawi na mnie, skoro ostatnio nie trenowałem z drużyną – asekuruje się.

Czy koniec tej rundy to koniec przygody Grandinettiego z Węgrzcanką? – Bardzo chcielibyśmy, żeby poszedł grać gdzieś do wyższej ligi. Piłka nożna to jego pasja, on chce to robić – nie ukrywa Daria.

A czy Marco tęskni za Włochami? Czego z Włoch brakuje mu w Polsce? - Rodziny! Bo rodzina jest wszystkim – mówi bez zastanowienia. - Zwłaszcza brakuje mi mamy, z nią mieszkałem. Moi rodzice rozstali się, kiedy miałem półtora roku. Tata pomagał, z nim spędzaliśmy czas – ja i brat - w soboty i niedziele, jednak kiedy byliśmy mali brakowało go nam na co dzień.

Brat mieszka teraz na północy Włoch, w Bolonii, a Francesco Grandinetti senior dzięki pojawieniu się na świecie wnuka – i podróży do Polski - przełamał swój lęk. - Bał się latać samolotem, to był jego pierwszy lot w życiu – wyjaśnia Marco.

No dobra – a jemu nie brakuje teraz kalabryjskiego, gorącego klimatu? - Też, ale ja lubię zimno, lubię zimę. Tam było czasem 40 stopni, masakra. Jedzenie? Włoskie jest pyszne, ale mam żonę, która bardzo dobrze gotuje – podkreśla Marco.

Powrotu do ojczyzny nie planuje. – Tam masz pracę tylko wtedy, kiedy masz znajomości – przekonuje.

Daria: - Nie ma co ukrywać, tutaj są większe perspektywy. Zwłaszcza mnie trudno byłoby znaleźć pracę na południu Włoch. Chociaż za każdym razem, gdy tam jedziemy, pojawia się myśl: kurczę, zostałoby się na dłużej, chociaż na jakieś sześć miesięcy.

- Ale dom jest tutaj – kwituje Marco.

REGIONALNY PUCHAR POLSKI w SPORTOWY24.PL

**Wszystko o

Regionalnym Pucharze Polski - newsy, ciekawostki, wyniki i tabele!

**

Wideo

Materiał oryginalny: Marco Grandinetti. Dla Darii zostawił Italię [WIDEO, ZDJĘCIA] - Gazeta Krakowska

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3