Wojciech Skrzypek (z prawej) wraz z synem Łukaszem, obecnie zawodnikiem pierwszoligowej Wisły Puławy Wojciech Skrzypek (z prawej) wraz z synem Łukaszem, obecnie zawodnikiem pierwszoligowej Wisły Puławy

Wojciech Skrzypek (z prawej) wraz z synem Łukaszem, obecnie zawodnikiem pierwszoligowej Wisły Puławy.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Rozmowa z 51-letnim WOJCIECHEM SKRZYPKIEM, który po kilku latach przerwy myśli o powrocie do trenowania, a przed wyjazdem z Polski był specjalistą od sukcesów

- Po ponad pięciu latach wrócił Pan do kraju, czy to oznacza, że wkrótce znów zobaczymy Pana na trenerskiej ławce?

- Mam oferty pracy w futbolu. Z seniorami na Śląsku w klasie okręgowej, czy z młodzieżą w szkółkach piłkarskich, także z bramkarzami. Na razie nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji. Pracować można na każdym poziomie. Dla mnie liczy się to, żeby środowisko, w którym miałbym się podjąć pracy, miało konkretny plan działania. Może być nawet kilkuletni.

- W zachodniej Małopolsce, ale i nie tylko, był Pan kojarzony jako człowiek sukcesu. Mógłby Pan przypomnieć, ile awansów udało się zrobić w przygodzie z seniorską piłką?

- Było ich kilka. Jeden z Płomieniem Jerzmanowice, a po dwa w IKS Olkusz oraz libiąską Janiną. Z olkuszanami przeszedłem drogę od klasy okręgowej do IV ligi, bo wtedy między tymi szczeblami była V liga krakowsko-wadowicka. Z kolei w Libiążu wywalczyliśmy awans do trzeciej ligi.

- Jaka jest tajemnica sukcesu, bo nie każdemu trenerowi jest pisane robienie tylu awansów?

- Podobno do tanga trzeba dwojga, więc tak samo jest w futbolu. Najpierw muszą być cierpliwi działacze, rozumiejący, że sukcesu nie buduje się z dnia na dzień. To jest proces, a skoro tak, potrzebny jest czas. Nie zawsze trener go dostaje. Nigdy nie byłem szkoleniowcem przedstawiającym działaczom listę życzeń zawodników do sprowadzenia. Potrafiłem pracować z takim materiałem, jaki otrzymałem. Lubiłem pracować z młodzieżą. Przecież w Olkuszu niemal cały skład był oparty na wychowankach, a zrobiliśmy dwa awanse. Wiem, że jak młodzież dostanie szansę, to potrafi się za nią odwdzięczyć. Pewnie, że w każdej drużynie potrzebnych jest trzech doświadczonych zawodników, przerastających szczebel rozgrywkowy prowadzonej drużyny. Jeśli obok takich graczy wkomponuje się młodzież, mamy drużynę na lata grania. Jeśli jednak już po „urodzinach” sukcesu za wiele osób stara się mieć wpływ na zespół, robią się problemy. Zawsze kończy się to równią pochyłą. Wystarczy spojrzeć na zespoły, które kiedyś doprowadziłem do świetności. Libiążanie walczą o utrzymanie w oświęcimskiej okręgówce, a Olkusz lideruje w grupie pierwszej krakowskiej okręgówki.

- Czy łatwo jest trenerowi poznać zawodnika, który może być talentem?

- To zależy od trenerskiego nosa. Jeden coś dostrzeże w młodym piłkarzu, inny nie. Wydaje mi się, że moje oceny zawodników były trafione. Sławomir Duda, który zaczynał u mnie, obecnie występuje w pierwszoligowym GKS Katowice. Spod mojej ręki w Libiążu wyszedł też Łukasz Sosnowski. Wziąłem go jako młodzieżowca z rezerw Cracovii, a potem trafił do Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Teraz jest w szerokiej kadrze Cracovii. Do kilku nazwisk jeszcze mógłbym się przyznać. Na razie jednak skupiam się na pracy zawodowej. Gdyby jednak pojawiła się konkretna oferta powrotu do futbolu, chętnie ją rozważę.












Piłka nożna

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!