Kiedyś do krakowskiej Piwnicy pod Baranami nie można było się dostać. Takie waliły do niej tłumy. Wszyscy czekali na magiczny moment, kiedy to Piotr Skrzynecki weźmie do ręki swój dzwoneczek i da nim sygnał do rozpoczęcia kabaretu. Dziś frekwencja też jest niezła, acz na występy Piwnicy przychodzą przede wszystkim turyści, przyciągani legendą tego miejsca.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
To niejedyna zmiana, jaka nastąpiła, odkąd zmarł Piotr Skrzynecki, który był jej duszą, dyrektorem, reżyserem, konferansjerem i filarem. Część artystów opuściła kabaret. Ci, którzy zostali, żyją przeszłością, sporadycznie wprowadzając do repertuaru nowe piosenki czy skecze. - Gdybyśmy nagle zaczęli śpiewać co innego, to tak jakbyśmy Piotra zdradzili - mówi obecny szef Piwnicy Marek Pacuła.

Zdaniem Andrzeja Zaryckiego - kompozytora od lat związanego z Piwnicą pod Baranami - problemem jest brak spontaniczności w doborze repertuaru. A umiejętność tę posiadał Piotr Skrzynecki. - On po prostu Piwnicą żył, a teraz artyści usiłują jedynie odtworzyć to, co działo się w latach świetności kabaretu. Nie robią nic nowego. Obecnie Piwnica jest zespołem solistów, którzy spotykają się z sobą od czasu do czasu. Poza tym toczą się w niej walki podjazdowe między kierownictwem a artystami. Dzieje się tak, bo kabaretowi brak głównego inżyniera, który trzymałby to wszystko w ryzach - dodaje kompozytor.

Anna Szałapak niespecjalnie chce komentować obecną sytuację w Piwnicy. - Nie chcę oceniać tego, co dzieje się w kabarecie na co dzień, bo po prostu za mało o tym wiem. Ale cieszy mnie, że artyści podejmują co roku wysiłek organizowania Koncertu dla Piotra S. - mówi artystka. - Po Piotrze na pewno jednak zostało w Piwnicy to, co najważniejsze, czyli pamięć o nim - dodaje dyplomatycznie Szałapak.

Świadomość zmian ma też na stałe występujacy w Piwnicy artysta, Tadeusz Kwinta. - Czas biegnie do przodu. Nie ma w nas już tej młodzieńczej werwy i fantazji. Kiedyś byliśmy grupą ludzi, którzy spotykali się głównie po to, żeby się bawić. Nie traktowaliśmy tego, co robiliśmy, w kategoriach show biznesu. Najwyżej udało nam się czasami zarobić na wino. Teraz są to już spotkania grupy profesjonalistów. Na szczęście przybywa młodych, zdolnych artystów - zauważa Tadeusz Kwinta. Inni artyści, którzy proszą o anonimowość, przyznają mu rację. Równocześnie słusznie zauważają, że brak wśród nich osobowości na miarę Ewy Demarczyk czy Wiesława Dymnego.

Mimo tych opinii, dyrektor artystyczny Piwnicy pod Baranami Marek Pacuła twierdzi, że kabaret ma się dobrze. - Najważniejsze według mnie jest to, że ciągle sprawdza się słynne powiedzenie Piotra "Jesteśmy wysepką w morzu szarzyzny, głupoty, łajdactwa, cynizmu". Poza tym przez cały czas w Piwnicy unosi się duch Piotra i aura tajemniczości, która decyduje o niepowtarzalności tego miejsca - dodaje Marek Pacuła. Przygotowywane przez niego koncerty, poświęcone Piotrowi, przyciągają tłumy tęskniące za niegdysiejszą Piwnicą. Pewnie będzie też tak w tym roku, choć dzwoneczek Piotra pokrył się już kurzem.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!