(© Archiwum)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Spełniły się przewidywania wielu osób. W pierwszym tygodniu 2013 r. samoloty Eurolotu przestaną latać z Poznania, Gdańska i Warszawy do Popradu. Otworzona przed rokiem linia okazała się niedochodowa. Informację o rezygnacji z lotów z Poznania do Popradu Eurolot ogłosił w poniedziałek. W wydanym komunikacie nie było mowy o rezygnacji z połączeń Poprad - Gdańsk i Poprad - Warszawa, ale podejrzenie, że także i te kursy zostały zawieszone, potęgował fakt, że na stronie internetowej przewoźnika nie dało się kupić na nie biletów. Hiobową wieść pasażerowie oficjalnie poznali więc wczoraj.

- Eurolot poinformował nas właśnie, że z Gdańska i Warszawy jego samoloty polecą do Popradu tylko w okresie świątecznym. To oficjalne stanowisko - zdradził wczoraj "Krakowskiej" Jan Bosnovic, dyrektor Narodowego Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce. - W pierwszych tygodniach stycznia wszystkie loty na Słowację zostaną więc skasowane. Zainwestowaliśmy sporo pieniędzy na promocję tych połączeń. Dawało to efekty. W czasie ferii czy przed zeszłymi świętami były dni, że liczba chętnych na lot była większa niż liczba miejsc.

Do Popradu narciarze nie dolecą Eurolotem. Górale na tym nie stracą. Dla Słowaków to szok


Jak dodaje Bosnovic, połączeniami mieli latać Polacy, którzy wybierali się na narty na Słowację czy Podhale. - Dlatego mam żal, że Eurolot nie poinformował nas o swoich planach wcześniej - kręci głową Bosnovic. - W sierpniu zapewne znaleźlibyśmy inną linię lotniczą. Będziemy się starać by połączenia do Popradu ruszyły znów za rok.

O ile dla Słowaków decyzja Eurolotu była szokiem, to wielu górali z Podhala spodziewało się jej od dawna. Kiedy rok temu - o ruszające dopiero połączenia lotnicze pytaliśmy biznesmena Mariana Stramę (prowadzi linię autobusową łączącą Zakopane z Popradem) wątpił by przetrwały one długo.

- Ten pomysł upadnie. Narciarzy nie stać na samolot, który kosztuje 200 złotych od osoby w jedną stronę - przewidywał.

- Teraz czarne prognozy się sprawdziły - mówi burmistrz Zakopanego Janusz Majcher. - Loty na Słowację przez cały sezon okazały się nieopłacalne. Słowaków mi szkoda, ale my na Podhalu straty z tego tytułu nie odczujemy. Turystów, którzy lecieli do Popradu, a potem jechali do Zakopanego, było niewielu.
Poprad nie pierwszy raz traci połączenia lotnicze z Polską. W latach 2007-2008 do tego miasta latały linie SkyEurope, które zbankrutowały.

- Dlatego aż dziw bierze, że Eurolot nie wyciągnął z tamtej klęski wniosków - mówi anonimowo ekspert lotniczy i były pracownik Eurolotu. - Loty do Popradu trzeba prowadzić z głową. Tak nie było. Loty były reklamowane jako połączenia dla narciarzy, a tymczasem na pokład nie można było zabierać nart! W eurolotowskich samolotach typu ATR mieściło się 10 par desek, nie dłuższych niż 165 centymetrów. Z kolei w bombardierach, które też latały do Popradu, upchano tyle siedzeń, że maszyna miała problemy ze startem. Skutkiem tego jedna osoba mogła wziąć na pokład tylko 12 kilogramów bagażu. Narty, buty, kijki i ubrania ważą więcej.

Naszych informacji nie chciała komentować wczoraj Anna Rusajczyk, rzeczniczka prasowa Eurolotu.


Czytaj także

    Komentarze (1)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Adamus (gość)

    Ten pomysł upadnie. Narciarzy nie stać na samolot, który kosztuje 200 złotych od osoby w jedną stronę - przewidywał.

    Jakie 200zł ? jak by było po 200zł to by było pełno ludzi ! , przelot to kosz z podatkami z Gdańska to ok 450zł w jedną stronę a nie żadne 200zł , 375zł netto + opłaty dodatkowe .
    Jak by było po 200zł to bym nie jeżdził sypialnym z gdyni za 195zł tylko latał w 1 godzinę a nie jechał 18 .