(© Jarosław Jakubczak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Prof. dr hab. Wiesław Fałtynowicz z Katedry Bioróżnorodności i Ochrony Szaty Roślinnej Uniwersytetu Wrocławskiego mówi o gatunkach inwazyjnych

Gatunki inwazyjne są ogromnym problemem dla środowiska w Polsce i na świecie. Są one silniejsze, ponieważ nie mają u nas naturalnych wrogów. Przyszły z innego kontynentu, np. niecierpek przybył z Azji, a nawłoć i robinia akacjowa z Ameryki Północnej. Zostawiły tam swoich wrogów i żyją sobie, można rzec, po królewsku - bez grzybów pasożytniczych, bakterii, wirusów, czy zagrażających im zwierząt. Rozrastając się uniemożliwiają rozwój naszych roślin.

Żeby z tym walczyć potrzebne są rozporządzenia prawne. Na przykład we wrześniu pola wokół Wrocławia są niemal całkowicie żółte, a całe hektary pokryte są nawłocią amerykańską. Wiele osób kojarzy parzący barszcz Sosnowskiego, ale takich organizmów jest mnóstwo. Istnieje już nawet czarna lista takich roślin.

Przygotowujemy spoty medialne, wydajemy foldery, walczymy aby sprawą zajął się Sejm. Ważne, aby ustawowo zakazać handlu gatunkami inwazyjnymi. Będąc ostatnio w markecie w Mariampolu, na stojakach przy kasie zauważyłem kłącza amerykańskiej nawłoci. Sprzedawano ją za równowartość 4 złotych, aby posadzić w ogródku. Konsekwencje mogą być przerażające - topola amerykańska i klon jesionolistny, jedne z najbardziej wrednych gatunków jakie istnieją w naszym kraju, pojawiły się już nawet w Nowosybirsku.

Straty roczne powodowane przez gatunki inwazyjne w samej Ameryce wynoszą około 300 mld dolarów rocznie. Z kolei w Anglii działki, które są opanowane przez rdestowca są o około 30-40 proc. tańsze, niż te wolne od tego gatunku.


W Polsce nikt takich wyliczeń jeszcze nie robi, ale pokazuje to skalę problemu. W Wigierskim Parku Narodowym w tej chwili łoży się ogromne pieniądze na zniszczenie niecierpka wielkokwiatowego. To roślina, której jeszcze 20 lat temu w ogóle tam nie było. Kilkanaście lat temu widziałem ją na cmentarzu w Suwałkach, a obecnie wzdłuż Czarnej Hańczy zamiast trzciny i pałki są hektary niecierpka.

Jedną z cech gatunków inwazyjnych jest ich uroda. W większości przypadków zostały do nas sprowadzone jako rośliny ozdobne, a jako rośliny użytkowe był wykorzystywany co najwyżej barszcz Sosnowskiego i łubin. Trzeba jednak uświadomić ludziom, że uroda to nie wszystko. Przyroda się unifikuje i bezpowrotnie tracimy charakterystyczną część naszej przyrody. Dlatego tak ważne są regulacje prawne: obostrzenia sanitarne i epidemiologiczne na granicach istnieją między innymi dlatego, żeby nie przerzucać obcych gatunków, które mogą narobić dużo szkód.

Na przykład w Australii, istnieje aż 10 tys. gatunków obcych, z czego mniej więcej 1proc. to gatunki inwazyjne tymczasem jest to swoisty kontynent z masą endemitów i te wszystkie bardzo rzadkie gatunki są zagrożone.

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Taradej (gość)

    A co to jest Panie Profesorze za gatunek "topola amerykańska". Z całym szacunkiem - ale nie ma takiego. Klon jesionolistny wcale nie jest problemem. Raczej czeremcha amerykańska. Zadziwia płytkość artykułu i brak fachowości....