(© Archiwum)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

21-letni Patryk T. sam przyznaje, że z natury jest nerwowy, a pokilku głębszych jego agresja się potęguje. Dlatego gdy 12 maja tego roku wrócił do domu pijany, jego rodzina już wiedziała, że nie obejdzie się bez problemów. Młody góral z Bukowiny Tatrzańskiej najpierw skatował swojego 3-miesięcznego szczeniaka, a następnie groził ciotce i wujkowi śmiercią. Za stryjkiem biegał z nożem i siekierą. W środę przed sądem w Zakopanem usłyszał wyrok za znęcanie się... nad psem. Do więzienia nie trafi, bo Temida wykonanie wyroku zawiesiła.

Posiedzenie sądu w sprawie Patryka T. miało dziwny przebieg. Góral, któremu zarzuty postawiono za znęcanie się nad zwierzętami, na sali rozpraw się nie stawił. Nie było też świadków - wujka i ciotki oskarżonego. Wobec tego sąd postanowił oprzeć się na wyjaśnieniach interweniujących 12 maja w domu T. policjantów oraz zeznaniach, jakie w maju na komisariacie złożyli domownicy oprawcy.

Całość ułożyła się w historię niczym z amerykańskiego filmu. 12 maja Patryk T. wrócił po pracy pijany.
- Wypiłem kilka piw i trochę wódki - zeznał policji podczas przesłuchania. - Gdy zobaczyłem, że mój pies (3-miesięczny wówczas szczeniak rasy amstaff - przyp. red.) zesr... się w pokoju zacząłem go bić. Ciotka przyszła mnie uspokoić. Zdenerwowała mnie tym, więc powiedziałem, że jej wpier... Ostatecznie pobił mnie wujek, a następnie aresztowała policja.
Tyle zeznał Patryk T. Według dalszych ustaleń sądu - sceny, jakie rozegrały się w położonym na Olczańskim Wierchu domu, były bardziej dramatyczne.

Domownicy zeznali bowiem policji, że Patryk T. nie tyle bił psa, ile z ogromną siłą rzucał nim o ściany. Gdy ciotka - Zofia T. - zwróciła mu uwagę by przestał, jego agresja przeniosła się na nią. Groził jej "poderżnięciem tchawicy" i "zarżnięciem jej dzieci". Wystraszona kobieta zadzwoniła po męża Andrzeja T., który wówczas był poza domem.

Gdy wreszcie dojechał do Bukowiny, Patryk, którego w międzyczasie uspokajali wezwani na miejsce koledzy (doskonale znani policji Bartek K. i Tomasz Ch. - obaj z Olczańskiego Wierchu) zamachnął się na stryja nożem, a następnie gonił go z siekierą. Ostatecznie spacyfikowała go policja, która tego dnia interweniowała w domu T. dwa razy.

- Po pierwszym wezwaniu oskarżony zamknął się w swoim pokoju - zeznali na sali rozpraw policjanci. - Próbowaliśmy z nim rozmawiać przez drzwi. Nie otworzył ich. Krzyczał tylko "Wyp... chu... z domu. Z kur... nie gadam!". Zakończyliśmy więc interwencje.

Gdy policja odjechała, w ruch poszły nóż i siekiera.
Rodzina jeszcze raz wezwała więc mundurowych, którzy tym razem wraz z przybyłym na miejsce ojcem Patryka T. - ten mieszka w Poroninie - wywarzyli drzwi do jego pokoju, w którym chłopak ponownie się zamknął.

Młody góral został wreszcie aresztowany.

- Trudno mi na chwilę obecną stwierdzić, czy policjanci zachowali się w maju prawidłowo - stwierdził wczoraj Kazimierz Pietruch, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji.
- Podczas pierwszej wizyty uznali, prawdopodobnie, że Patryk T. nie spełni swoich gróźb względem rodziny. Gdy za drugim razem okazało się, że sytuacja w tym domu się pogarsza, zdecydowali się na aresztowanie.

Patryk T. został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Sąd uznał jego czyny względem psa za bestialstwo. Wyznaczył mu też kuratora. Na wniosek Tatrzańskiego
Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami bity pies zostanie Patrykowi odebrany.

Na rozprawie nie oceniano zachowania 21-latka względem rodziny. Ta nie zdecydowała się złożyć przeciwko niemu zawiadomienia. Według naszych ustaleń, wszyscy dalej mieszkają pod jednym dachem.


Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!