Wybierz region

Wybierz miasto

    Rekord Polski w rzucie dyskiem Małachowskiego

    Autor: Adam Suska

    2008-07-28, Aktualizacja: 2008-07-28 07:02

    Mocnym akordem rozpoczął się w Sopocie lekkoatletyczny mityng im. Janusza Sidły. W tym samym czasie, gdy wiceprezydent miasta Paweł Orłowski żegnał sześciu sopockich olimpijczyków, Piotr Małachowski posłał dysk na ...

    Mocnym akordem rozpoczął się w Sopocie lekkoatletyczny mityng im. Janusza Sidły. W tym samym czasie, gdy wiceprezydent miasta Paweł Orłowski żegnał sześciu sopockich olimpijczyków, Piotr Małachowski posłał dysk na odległość 68,65, czyli o dwa metry dalej od swojego poprzedniego rekordu Polski.
    - Nie był to jeszcze idealny technicznie rzut, ale taki wynik powinien na igrzyskach olimpijskich w Pekinie dać miejsce na podium - powiedział nam po zakończeniu konkursu Małachowski, który przed wyjazdem na igrzyska olimpijskie planuje jeszcze jeden start w Bielsku Białej.
    - W Sopocie nareszcie trafiłem na dobry wiatr i stąd taki wynik. Stać mnie jednak na jeszcze dalsze rzuty i postaram się udowodnić to w Pekinie. Marzę oczywiście o zdobyciu olimpijskiego medalu, ale zadowolony będę również z awansu do finału, w którym zajmę miejsce w pierwszej szóstce - dodał najlepszy polski dyskobol, który za swój rekord otrzymał od dyrektora sopockiego klubu Jerzego Smolarka 8 700 zł. (1 200 zł za zwycięstwo, 2 500 zł za wynik klasy mistrzowskiej międzynarodowej oraz 5 000 zł za rekord Polski).
    W konkursie skoku o tyczce nie wystartowała, zapowiadana wcześniej Anna Rogowska, która zjawiła się jednak na Stadionie Lesnym w Sopocie i usiadła na jego trybunach.
    - Wczoraj startowałam w Londynie (skoczyła 4,65 - przyp. red.), z którego wróciłam dzisiaj rano, a już we wtorek mam mityng w Monako, w którym wystartuje cała światowa czołówka tyczkarek. Tam spróbuję pokonać 4,70, bo nie jest to dla mnie żadna bariera i czuję, że znajduję się w bardzo dobrej formie. W tej sytuacji nie było sensu, abym skakała w Sopocie - tłumaczyła dziennikarzom powody swojej absencji w konkursie rekordzistka Polski z Sopockiego Klubu Lekkoatletycznego.
    Rogowska nie startowała w Sopocie i o mały włos jej londyński występ też nie doszedłby do skutku. Powodem było nie wypakowanie przez obsługę brytyjskiego lotniska jej tyczek z luku bagażowego samolotu. Jednak dzięki zaangażowaniu pracownika gdańskiego lotniska Mateusza Malchera tyczki na czas dotarły do Ani.
    Odmienną od Rogowskiej postawę podczas sopockiego mityngu zaprezentował jej klubowy kolega Łukasz Chyła, który również poprzedniego dnia startował w Londynie.
    - Wyleciałem o czwartej rano i spałem tylko cztery godziny. Chciałem jednak przed wyjazdem do Pekinu pokazać się sopockiej publiczności z dobrej strony na stadionie, na którym się wychowałem - powiedział nam sprinter, który wygrał bieg na 100 m w czasie 10,42. - Zważając na okoliczności, czyli zmęczenie oraz to, że bieg odbywał się pod wiatr, jestem z tego rezultatu zadowolony.
    Na wysokim poziomie stał również konkurs dyskobolek, w którym zwyciężyła Joanna Wiśniewska (62,27) przed Wiolettą Potępą (61,19).
    Bartoszowi Nowickiemu nie powiódł się atak na minimum kwalifikacyjne do Pekinu w biegu na 800 m. Był drugi z czasem 1.48,73 (wygrał Ukrainiec Aleksander Osmolovicz - 1.48,61) i do kwalifikacji (1.46.00) brakowało mu prawie trzech sekund.
    Szybki był bieg na 3000 m, triumfował Mikołaj Lubowski z Ukrainy (7.57,78) przed Łukaszem Parszczyńskim (7.59,66).
    Kobiecą tyczkę wygrała, powracająca do formy po kontuzji kolana, Róża Kasprzak z wynikiem 4,30. Podopieczna trenera Edwarda Szymczaka bez powodzenia atakowała minimum kwalifikacyjne na Pekin (4,45). Legitymująca się takim rezultatem Joanna Piwowarska w Sopocie skoczyła tylko 4,00 i zajęła piąte miejsce. Drugą pozycję w tym konkursie zajęła Marta Plewa (4,25).
    Na slabym poziomie stała konkurencja patrona zawodów Janusza Sidły. Męski oszczep wygrał Niemiec Manuel Nau 76,18, przed Robertem Szpakiem (75,86), który nieoczekiwanie pokonał Igora Janika (75,61). Olimpijskiej formy nie zaprezentowały też obie nasze oszczepniczki, które jadą do Pekinu. Wygrała Urszula Piwnicka (59,04) przed Barbarą Madejczyk (56,81).
    - To był udany mityng. Małachowski najbardziej naruszył jego budżet, ale nie na tyle, abyśmy byli niewypłacalni, poza tym o to przecież chodziło - ocenił zawody dyrektor Smolarek.

    Sonda

    Jak często odwiedzasz nasz serwis?

    • jestem pierwszy raz (46%)
    • od czasu do czasu (32%)
    • codziennie (22%)